|
Z Grzegorzem Napieralskim, przewodniczącym SLD i szefem Klubu Poselskiego Lewica rozmawia Joanna Berendt
Ostatnio dużo się mówi o krzyżu. Fakt, że gabinetowi Tuska stuknęło 1000 dni, przeszedł niemal niezauważony. Jak pan ocenia ten czas? - Przede wszystkim było to 1000 dni zmarnowanych szans. Miała być naprawiona służba zdrowia, finanse publiczne. Miały być podwyżki dla lekarzy, pielęgniarek, nauczycieli, i niewiele z tego wynikło. Obiecano nam, że będą to lata pokoju, zakończenia wojny z PiS, co Polaków bardzo urzekło. Ponadto miały być obniżki podatków, a teraz okazuje się, że podatki się podwyższa. To akurat nie powinno panu przeszkadzać. - Nie, ale niepokoi mnie fakt, że rząd nie spełnia swoich przyrzeczeń. Tym bardziej że podwyżka VAT uderza w najuboższych w Polsce, którzy przecież 90 proc. swoich dochodów przeznaczają na konsumpcję. Czy poparlibyście jako alternatywę podwyżkę innych składek, np. składki rentowej czy PIT? - Byliśmy przeciwni ich obniżkom i dziś, gdyby było to częścią spójnego, wieloletniego planu naprawy finansów publicznych, to poparlibyśmy ich podwyżkę. Chcemy jednak przede wszystkim wiedzieć, jakie cięcia budżetowe zostaną zaproponowane. A jakie cięcia byście proponowali? - To nie my mamy składać propozycje. Donald Tusk deklarował, że jego rząd jest przygotowany do rządzenia, więc to jemu zostawmy pole do popisu. |